Pekin Zabrze - po Jedwabnym Szlaku Wyprawa rowerowa po Azji tag:travellerspoint.com,2008-04-19:/blog/?domain=qvejt56 2008-07-30T12:38:57Z qvejt56 img/travel-blog-feed.png Kirgizja szkic z pobytu tag:travellerspoint.com,2008-07-01:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=21&entryid=116773 2008-07-30T12:38:01Z 2008-07-01T08:14:39Z Kirgizja to kraj o powierzchni większej od Polski, jednak 90% zajmują góry. Nieliczne miasta skupiają większość ludności. Brak pracy powoduje ze około 80 % z nich pracuje w Rosji, gdzie chętnie ich przyjmują zwłaszcza, że rozmawiają po rosyjsku. Rosjanie generalnie wyjechali, ale sporo ich jeszcze zostało. Na ulicach sporo BMW i Mercedesów, ale nie nowych, import z drugiej reki. W Uzbekistanie jest fabryka Daewoo wiec wszystkie tutejsze taksówki to TICO. Taksówki nie maja taksometrów, wsiadasz i ustalasz cenę, bardzo pouczające, ... Kirgizja to kraj o powierzchni większej od Polski, jednak 90% zajmują góry. Nieliczne miasta skupiają większość ludności. Brak pracy powoduje ze około 80 % z nich pracuje w Rosji, gdzie chętnie ich przyjmują zwłaszcza, że rozmawiają po rosyjsku. Rosjanie generalnie wyjechali, ale sporo ich jeszcze zostało. Na ulicach sporo BMW i Mercedesów, ale nie nowych, import z drugiej reki. W Uzbekistanie jest fabryka Daewoo wiec wszystkie tutejsze taksówki to TICO. Taksówki nie maja taksometrów, wsiadasz i ustalasz cenę, bardzo pouczające, zwłaszcza, że nie wiesz ile kosztuje kurs. Są też i marszrutki po 5 somów, z których wszyscy korzystają. W Kirgizji jest pełno rożnych narodowości i każda nosi swoją czapkę. Nie ma z tego powodu żadnych niesnasek. Brat gospodyni, u której wynajęliśmy mieszkanie zaoferował się pokazać nam miasto. Byliśmy na wzgórzu nad miastem. Legenda głosi ze prorok Sulejman lecąc nad Kirgizją zatrzymał się na tej górze i tak powstało miasto. Atrakcją góry jest wąska 10m pieczarka, do której należy wejść i wypowiedzieć życzenie, oraz 3m skala, po której należy na leżąco trzy razy zjechać i przechodzą wszelkie boleści. Oczywiście i jednego i drugiego spróbowaliśmy. Następnego dnia poszliśmy na wesele. Ludzie tutaj to muzułmanie. Mieszkamy obok meczetu i rano budzi nas śpiew mułły. Kiedyś muzułmanin musiał modlić się 30 razy w ciągu dnia, teraz zrobili ze pięć razy, żeby mógł jeszcze pracować. Rodzice pozwalają spotkać sie młodym i ci ustalają czy sie pobiorą. Kirgiz żeni sie jak ma około 28 - 30 lat i bierze 18 letnia pannę. Pytałem, mi należałaby sie 25 latka. Pan młody daje mieszkanie, rodzice panny młodej muszą je umeblować. Jak panna nie ma pieniędzy na to zostaje stara panną! Ale jak kawaler bardzo zakochany, urządza mieszkanie na swój koszt, czyli wsio normalnie. Przeciętny Kirgiz, z którym rozmawiałem ma od czterech do sześciu dzieci, ale bywa i dziesięć. Tak wiec pomimo braku pracy naród jest pracowity.
Pijąc rano piwko i przyglądając się sie ulicy stwierdziłem ze wystarczy tych wojaży. Tak wiec po przejechaniu 430 km do Taszkientu, zakończę moja podroż. Dzisiaj kupiłem bilet powrotny przez Istambuł i 14 lipca będę w Warszawie. Jest jeszcze czas żeby resztę planów wykonać w innym terminie i czasie. Bilet kosztuje 800 dolarów, ciekawe, co z nadbagażem. Patrząc na ulice zauważyłem prywatnego Mercedesa, z którego wysiadł policjant w pełnym rynsztunku. Stojąc na skraju drogi zatrzymywał wybrane pojazdy. Kierowcy po zatrzymaniu sie podchodzili do otwartych tylnych drzwi i dawali kasę siedzącej tam osobie. Jeden nawet musiał włożyć 6 butelek wody do bagażnika Mercedesa. Po 2 godzinach pojechali dalej, w każdym bądź razie policji to nie przypominało tylko ściganie daniny. Taki kraj.
Będę kończył - za dziesięć dni zjem schabowego i będę oglądał zdjęcia z wyprawy, a mam ich prawie 2 tysiące.
Pozdrawiam sympatyków i tych wszystkich, których zawiodłem.
Śniadanie zjada sie na dywanach

DSC_3039.jpg

Kirgiz chodzi w narodowej czapce pomimo ciepła
DSC_3209.jpg

Do ogrzewania jurt używają węgla - ten po dużej zawartości kleju rozpoznałem jako z kopalni Makoszowy w Zabrzu
DSC_3019.jpg

Zjazd po leczniczej skale usuwa wszelkie dolegliwości
DSC_3235.jpg

Wejście do pieczary, gdzie można składać życzenia które się spełniają
DSC_3244.jpg

Wesele, tym razem w uzbeckiej czapce - Uzbeków tu sporo
DSC_3301.jpg

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Lenistwo na calego tag:travellerspoint.com,2008-06-25:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=20&entryid=115824 2008-07-30T12:36:10Z 2008-06-25T13:18:35Z JESTEŚMY W PODRÓŻY: 65 dni 12 godz. 18 min Na liczniku 5577km i pora odpocząć Trochę ugrzęźliśmy z powodu wiz. Za szybko przejechaliśmy Chiny. Wizę do Uzbekistanu mamy od 06 - 07 2008 wiec musimy czekać. Była z tego powodu mała awantura w Chinach, bo Edek ciągle gnał do przodu. Padły nawet słowa, że strony Edka, że każdy może jechać osobno jak komuś nie podoba się. Powiedziałem, że razem zaczęliśmy i razem skończymy. Patrząc z perspektywy czasu mimo wszystko można teraz ... JESTEŚMY W PODRÓŻY: 65 dni 12 godz. 18 min
CSC_31961.jpg
Na liczniku 5577km i pora odpocząć Trochę ugrzęźliśmy z powodu wiz. Za szybko przejechaliśmy Chiny. Wizę do Uzbekistanu mamy od 06 - 07 2008 wiec musimy czekać. Była z tego powodu mała awantura w Chinach, bo Edek ciągle gnał do przodu. Padły nawet słowa, że strony Edka, że każdy może jechać osobno jak komuś nie podoba się. Powiedziałem, że razem zaczęliśmy i razem skończymy. Patrząc z perspektywy czasu mimo wszystko można teraz dłużej poleniuchować wiec wszystko ma swoje dobre i złe strony. Zwłaszcza, że warunki ku temu mamy wyśmienite. Wynajęliśmy 2 pokojowe umeblowane mieszkanie po zbiciu ceny płacimy obecnie 24 złote za dobę. Jest lodówka i gaz - do woli mogę pić kawę, której nie było w chinach jak wielu innych rzeczy. W Kirgizji trzeba się meldować na okres pobytu. Na same taksówki wydaliśmy, że 500 somów. Trzeba wypisywać dwa druczki, jechać do banku, wpłacić 100 somów, zrobić ksero paszportu i czekać w paru kolejkach, aby uzyskać pieczątkę. Tą też dostaliśmy z łaską, bo od 1 lipca obowiązują wizy dla polaków i nie bardzo wiedzieli, co zrobić jak my będziemy do 7 lipca bez wiz. Ale jakoś poszło. Edek za 100 somów pospawał bagażnik. Chodzimy na basen z bardzo zimną wodą i opychamy się byle czym. Jest bardzo ciepło ponad 35 stopni. W Kirgizji było dużo Rosjan większość wyjechała, ale dużo zostało i widać ich na ulicach. Tak wiec nasza obecność nie jest juz żadna sensacją, bo można nas uznać za Rosjan i nie zwracają na nas uwagi. Do woli można porozmawia w języku rosyjskim powszechnie tu używanym. Byliśmy u fryzjera za, 50 somów bo trochę juz zarośliśmy. Samolot z Taszkientu mamy 14 lipca wiec w Baku będziemy tez 14 lipca. Tak wiec, że 4 dni spędzimy na zwiedzaniu Taszkientu. Czasu w cholerę, można wypoczywać.
Z Osh do Taszkientu to 430 km więc pojedziemy powoli, 5 dni ,po drodze jedna górka 2200 m, która trzeba przeskoczyć. Będę kończył zakupiłem wszystko na sałatkę z pomidorów i za chwile będę zajadał.
Pozdrawiam wszystkich Odezwę się na początku lipca.

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
OSH 2 tygodniowy wypoczynek tag:travellerspoint.com,2008-06-23:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=19&entryid=115446 2008-07-30T12:37:12Z 2008-06-23T12:42:06Z Wyjeżdżając z Kaszgaru przygotowany byłem na górki. Pierwszego dnia podjechaliśmy na wysokość 2400m, by następnego dnia zdobyć 3000m - po walce z wiatrem. W miasteczku, które odwiedziliśmy po raz pierwszy kontrolowano nam paszporty. Otrzymałem pytanie -" Co tu robimy? „ - Nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć po blisko 2 miesięcznym pobycie w Chinach. Trzeciego dnia po kolejnej przełęczy na wysokości 3000m, dotarliśmy do granicy z Kirgizją. Tutaj pożegnalny kociołek - chińskie danie, z którego Edek był bardzo niezadowolony. ... Wyjeżdżając z Kaszgaru przygotowany byłem na górki. Pierwszego dnia podjechaliśmy na wysokość 2400m, by następnego dnia zdobyć 3000m - po walce z wiatrem. W miasteczku, które odwiedziliśmy po raz pierwszy kontrolowano nam paszporty. Otrzymałem pytanie -" Co tu robimy? „ - Nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć po blisko 2 miesięcznym pobycie w Chinach. Trzeciego dnia po kolejnej przełęczy na wysokości 3000m, dotarliśmy do granicy z Kirgizją. Tutaj pożegnalny kociołek - chińskie danie, z którego Edek był bardzo niezadowolony. Na granicy chińskiej były małe perturbacje z drugim imieniem Edka, ale jakoś przeszliśmy. Kirgizi nie robili żadnych problemów i po chwili rozbijaliśmy namioty w górach. Przygotowany na mrozy ubrany we wszystko, co miąłem przetrwałem noc.
large_CSC_3196.jpggggg
Kirgizja to inne krajobrazy. Jakby dotknięte czarodziejską różdżka wzgórza się zielenią, dookoła trawa ptaki i pełno drobnej zwierzyny. Pełno świstaków wydających ostrzegawcze piski. Ale to, co mnie zaskoczyło to góry. Widok ośnieżonych szczytów Pamiru zastanie we wspomnieniach na zawsze. Kirgiskie dzieci pozdrawiają każdego a ludzie zapraszają do rozmowy. Po 10 km skończył się asfalt i przez kolejne trzy dni walczymy z kamieniami kurzem i dziurami na drodze. Edka ponosi - macha do siebie ręką i cos wyzywa - ta droga go wykańcza.
Na drodze spotkaliśmy 6 motocyklistów z Niemiec i rowerzystę francuza- 4miesiące na trasie, jadącego do Wietnamu.
Pierwszego dnia zdobyliśmy przełęcz na na wysokości 3400 m i po malej walce z wiatrem oraz prowadząc rower około 10km-bo kompletnie nie dało się jechać, dojechaliśmy do miasteczka. Wybiegł chłopiec i zaprosił nas do domu.Za 150 sowom (10zl) spaliśmy - chociaż tez było bardzo zimno w pokoju na dywanach ( 3200 mnpm). Zjedliśmy po 2 miesiącach kartofle z jajkiem a rano jajecznice. Drugie dnia była przełęcz na wysokości 3608 m -dwie godziny mocnego podjazdu. U góry złapał nas deszcz i było bardzo zimno. Kirgiz zaprosił nas do jurty - napalił w piecu i rozegraliśmy partyjkę w warcaby. Po godzinie ruszyliśmy w drogę - piękny 80km zjazd w dół z bardzo malowniczymi widokami. Po dotarciu do miasteczka ( 1700 mnpm.) mały posiłek i hotel - przypominający wyprawy do Ukrainy -czyli są tylko łóżka i nic więcej -normalna masakra, ale nie dla nas. Zrobiliśmy flaszkę z gospodarzem pogadali o wszystkim. Rano w drogę i niestety znów górki, przełęcz 2400m. Potem w dół, ale droga masakra. Po przejeździe samochodu jeden wielki kurz a na drodze tarka. Jednym słowem Kirgizja to jedna wielka góra, bez dróg. Po przyjechaniu do OSH poszedłem do Hotelu, ale pani jak mnie zobaczyła brudnego i zakurzonego powiedziała ze nie ma miejsc ha ha ha.
Znaleźli się zaraz ludzie i wynajęliśmy mieszkanie na razie na trzy dni po 10 dolarów za noc od osoby. Nawet nieźle
Osh to 200 tys. miasto parterowych i 2pietrowych domków. Zjedliśmy mielonego z ziemniakami i surówka, wypili piwo, zjedli lody i poczuli się dobrze. Nareszcie normalne jedzenie i normalne smaki.
W Osh będziemy do 6 lipca, czyli dwa tygodnie. Wypocznę i wyrównam opaleniznę. Jutro napisze coś więcej, co robimy. Edkowi na tych wybojach rozleciał się bagażnik i będzie musiał coś kombinować
Moje kłopoty żołądkowe dawno się skończyły - myślę ze przeziębiłem żołądek zimną gazowaną colą na pustyni, którą piłem litrami. Nawet Edek ze swym żelaznym żołądkiem miął kłopoty i jak ognia unika w Osh kitajskich knajp.
To ciekawy kraj - pół litra kosztuje 50 somów (15somow-1 zloty), ale sok litrowy i mleko litrowe też kosztuje 50 somów, natomiast piwo kosztuje 30 somów. Ale żarcie normalne.
Pozdrawiam sympatyków mamy się dobrze, rowery również, jest upalnie i wokół pełno pięknych Kirgizek.
Na razie.

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Kirgizja tag:travellerspoint.com,2008-06-16:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=18&entryid=114080 2008-07-30T10:07:55Z 2008-06-16T11:51:44Z Przeglądamy mapę i jest ze trzy przełęcze po 3000 m do przejechania żeby wydostać sie z Chin. No, ale wypoczęci damy rade. Dzisiaj opanowałem chińskiego Mac Donalda i jedzenie w normie. Wypoczywam i oglądam telewizje, wieczorem mecz. Żołądek jeszcze pobolewa, ale jest lepiej. Zwiedziliśmy meczet w Kaszgarze i przejechałem się na wielbłądzie. Edek zmienił tylną oponę z przednią, bo juz miął trochę zjechaną. Przy okazji rano stwierdził ze nie ma w tyle powietrza. Znowu robota. Hotel taki sobie, ale można wytrzymać. ... Przeglądamy mapę i jest ze trzy przełęcze po 3000 m do przejechania żeby wydostać sie z Chin. No, ale wypoczęci damy rade.
Dzisiaj opanowałem chińskiego Mac Donalda i jedzenie w normie. Wypoczywam i oglądam telewizje, wieczorem mecz. Żołądek jeszcze pobolewa, ale jest lepiej. Zwiedziliśmy meczet w Kaszgarze i przejechałem się na wielbłądzie. Edek zmienił tylną oponę z przednią, bo juz miął trochę zjechaną. Przy okazji rano stwierdził ze nie ma w tyle powietrza. Znowu robota. Hotel taki sobie, ale można wytrzymać. Ludzie nie zwracają na nas uwagi, jest z 20 obcokrajowców.
Wrzucam parę fotek, bo kupiłem za 2 zloty nowe USB
Pozdrawiam i ściskam.!@

Stary cmentarz muzułmański
SSC_2801.jpg
Przydrożny FAST FOOD - masakra jak przyjrzy się sie z bliska
SSC_2799.jpg
Można podróżować osiołkiem
CSC_2796.jpg
Wygląda zachęcająco - ale ile można jeść to samo
SSC_2797.jpg
Ucieczka przed upalę pustyni pod most - jedyny cię w okolicy - dobrze jest mięć co pic!!!!!
CSC_2793.jpg
Drogowskaz do Kaszgaru - zostało 285 km
CSC_2794.jpg
Tak mieszkają - tylko łóżko i dywany - żadnych mebli - stad ta populacja!!!
SSC_2800.jpg
Handlują czym się da
SSC_2798.jpg
Nie tylko my leżeliśmy na pustyni
SSC_2804.jpg
Zarząd Crotos i ja
SSC_2802.jpg
Rzuciłem rower
SSC_2855.jpg
Rzeźnik - mięso nie w lodowce lecz na słońcu
SSC_2856.jpg
Jeszcze raz kupcy
CSC_2860.jpg

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Chiny końcówka tag:travellerspoint.com,2008-06-15:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=17&entryid=113939 2008-07-30T10:11:57Z 2008-06-15T13:36:17Z Powoli kończy sie nasz etap chiński. Do granicy pozostało 250 km górzystego odcinka, który mamy zamiar pokonać w trzy dni. Pustynia Gobi została pokonana. Smagani gorącym wiatrem i przypalani słońcem, dziennie wypijaliśmy od 3 do 5 l płynów i to było mało. Brak wody to coś okropnego i nie życzę doznać tego doświadczenia innym. Dobrze jest mięć obok siebie wieczorem w namiocie butelkę płynu, śpi sie spokojniej. Spotkanie z Crotosami przebiegło spokojnie. Wymieniliśmy w wspomnienia i uwagi ... Powoli kończy sie nasz etap chiński. Do granicy pozostało 250 km górzystego odcinka, który mamy zamiar pokonać w trzy dni.
FSCN2469.jpg
Pustynia Gobi została pokonana. Smagani gorącym wiatrem i przypalani słońcem, dziennie wypijaliśmy od 3 do 5 l płynów i to było mało. Brak wody to coś okropnego i nie życzę doznać tego doświadczenia innym. Dobrze jest mięć obok siebie wieczorem w namiocie butelkę płynu, śpi sie spokojniej.
Spotkanie z Crotosami przebiegło spokojnie. Wymieniliśmy w wspomnienia i uwagi odnośnie trasy. Wieczorem oglądałem mecz z Niemcami.
Edek wyrzucił gaz i żywi sie w przydrożnych barach, ale ile można jeść makaron? Przeszedłem na gotowanie zwłaszcza ze serwowane jedzenie jest często nieświeże i nawet Edek, który ma żelazny żołądek czasami narzeka.
FSCN2470.jpg
=======Kucharz z dzieckiem w przydrożnym barze =====
Ja gotuje zupki i przynajmniej wiem, co jem.
Wizę uzbecka mamy od 7 lipca wiec mamy sporo czasu do spędzenia w Kirgizji, która od lipca wprowadziła wizy również dla polaków.
Kaszgar to spokojne miasto, jedzenia jest o wiele lepsze. Pozwiedzaliśmy wszystkie bazary. Zrobiłem małee pranie a wieczorem patrzymy na mecze. Pozwoliliśmy sobie na butelkę koniaku by uczcić nasze 5000 km po Chinach i szczęśliwe jego zakończenie. Trochę pobolewa mnie żołądek, ale myślę że z tego wyjdę.

FSCN2468.jpg

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Kaszgar tag:travellerspoint.com,2008-06-14:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=16&entryid=113831 2008-07-30T10:14:31Z 2008-06-14T15:30:35Z Po walce na pustyni dojechaliśmy do Kaszgaru. Droga prowadziła obrzeżami pustyni Gobi. Smagani gorącym wiatrem i palącym słońcem mknęliśmy do przodu, droga wśród palących piasków. Jutro napisze więcej . Wysiadł mi żołądek i zacząłem gotować. Przynajmniej wiem co zjem. Kupiłem Johny Walker za 85 i pijemy z Edkiem W końcu przejechalibyśmy 5000 km przez Chiny i jest co świętować. Hotel w porządku, pa pa . Zapodziewałem gdzieś USB więc nie będzie zdjęć. Czujemy się dobrze .Trzy dni laby Pozdrawiamy ... Po walce na pustyni dojechaliśmy do Kaszgaru. Droga prowadziła obrzeżami pustyni Gobi. Smagani gorącym wiatrem i palącym słońcem mknęliśmy do przodu, droga wśród palących piasków. Jutro napisze więcej . Wysiadł mi żołądek i zacząłem gotować. Przynajmniej wiem co zjem. Kupiłem Johny Walker za 85 i pijemy z Edkiem W końcu przejechalibyśmy 5000 km przez Chiny i jest co świętować. Hotel w porządku, pa pa . Zapodziewałem gdzieś USB więc nie będzie zdjęć. Czujemy się dobrze .Trzy dni laby Pozdrawiamy

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Kucha tag:travellerspoint.com,2008-06-08:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=15&entryid=112972 2008-07-30T12:38:57Z 2008-06-08T14:11:38Z Pomimo ze do Kuchy zostawiliśmy sobie 58 km nie było łatwo dotrzeć. Wiatr i silny upal nie przyspieszał zadania. Ale jakoś poszło. Przed wjazdem spotkaliśmy samotnego jeźdźca z Litwy, któremu udzieliliśmy wskazówek jak dojechać do celu. Samotny jeździec to Valentisias, który odłączył se od Crotos i postanowił samotnie dojechać. Chwała mu za to. W Kuchy spotkaliśmy Crotosów. Hotel Trafic okazał się dobrym miejscem. Zanim tu dojechaliśmy złapałem 3 gumę, co jest niczym w porównaniu do 13 ... DSCN2370.jpg
Pomimo ze do Kuchy zostawiliśmy sobie 58 km nie było łatwo dotrzeć. Wiatr i silny upal nie przyspieszał zadania. Ale jakoś poszło. Przed wjazdem spotkaliśmy samotnego jeźdźca z Litwy, któremu udzieliliśmy wskazówek jak dojechać do celu. Samotny jeździec to Valentisias, który odłączył se od Crotos i postanowił samotnie dojechać. Chwała mu za to. W Kuchy spotkaliśmy Crotosów. Hotel Trafic okazał się dobrym miejscem.
Zanim tu dojechaliśmy złapałem 3 gumę, co jest niczym w porównaniu do 13 Edka. Jechaliśmy również przez krainę Oz, czyli latały nad nami osy. Od 10 do 30. Trzy ugryzły mnie w głowę, jedna w rękę, znowu nie zatarte wspomnienia.
Dla tych co czytają moje opowieści a nie wpadają w zadumę napisze jeszcze o mojej feldze. Otóż to było takk jakbym zepsuł ją w w Katowicach i pojechał ja naprawiać do Torunia.
Mamy zapas piwa i szykujemy sie do meczu , u nas leci w o 3 w nocy ale jakoś dotrwamy. Z Sigitasem wymieniliśmy spostrzeżenia. Jest super. Pozdrawiam SŁAWKA z Zabrza , który zrobił ,mi maszt do namiotu, trzyma super. Zrób bigos i trzymaj w słoiku , wkrótce będę. Na liczniku ponad 4000. Do kawiarenki internetowej nas nie wpuścili. Pisze z pokoju hotelowego. BE HAPPY!!!!!!!!!!!!>

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
KORLA na trasie tag:travellerspoint.com,2008-06-05:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=14&entryid=112670 2008-07-30T10:34:19Z 2008-06-06T04:52:28Z Wypoczęci ruszyliśmy rano z Hotelu. Jako że trasa planowana była z górki, jedynym wrogiem mógł okazać sie wiatr. Z miasta wyjechaliśmy bez problemów a jest większe od Warszawy. Mknąc w kierunku Turpanu spotkaliśmy po drodze dwóch Nowozelandczyków. To ich pierwszy dzień na trasie, jadą do Pakistanu oraz także jadącego do Europy Japończyka. Ten już dwa miesiące w trasie, był mocno ścierany. Turpan minęliśmy z lewej i mknąc w dół, bo z 1000m do poziomu depresji – 23m pchani wiatrem, ... Wypoczęci ruszyliśmy rano z Hotelu. Jako że trasa planowana była z górki, jedynym wrogiem mógł okazać sie wiatr. Z miasta wyjechaliśmy bez problemów a jest większe od Warszawy. Mknąc w kierunku Turpanu spotkaliśmy po drodze dwóch Nowozelandczyków. To ich pierwszy dzień na trasie, jadą do Pakistanu oraz także jadącego do Europy Japończyka. Ten już dwa miesiące w trasie, był mocno ścierany. Turpan minęliśmy z lewej i mknąc w dół, bo z 1000m do poziomu depresji – 23m pchani wiatrem, odcinek 40km pokonaliśmy z prędkością 60 km /h. Nasze rowery przez moment zamieniły sie w motory. Musilem hamować, bo prędkość dochodziła do 73 km/h i nie chciałem jechać szybciej. Tak rozpędzenie, po posiłku, wspięliśmy sie gdzieś na 400 mnpm. do biwaku. 180Km na liczniku - niezły wynik. Przed nami przecież jutro ostre szturmowanie 1730m na odcinku 40 km.
Miejsce było przepiękne w górach, ale w nocy było jakieś załamanie pogody. W namiot na przemian uderzał piasek i wiatr. Tylko patrzałem, kiedy uniesie sie w powietrze i pofrunie w siną dal. Zastanawiając się, co ja tu robie nie przespałem nocy, bo po prostu się nie dało. Rano po 5 godzinach z prędkością 7 km/h dotarliśmy do szczytu. Po drodze pewien chińczyk zatrzymał sie i poczęstował nas darmowym arbuzem, pychota. Potem jak ruszyliśmy Edek przyznał się, że proponował nam podwiezienie na szczyt. Dlaczego mi to powiedział dopiero, gdy chińczyk odjechał, czyżby nie był za mnie pewny?
Potem był zjazd w dół i gdy wydawało sie że pomkniemy dalej rozpętała sie burza piaskowa. Nie dało sie dalej jechać. Przyczajeni na stacji benzynowej odczekaliśmy trochę, by znów ze 1000m wspiąć się na 1500m - masakra. Wyczerpany na górze myślałem tylko o spaniu i spałem jak zabity za dwie noce. Licznik tylko 107 km.
Rano mkniemy dalej w kierunku Korli, skąd pisze relacje.
Droga prosta i równa. Zatrzymujemy sie w miasteczku 48 km od Korli, bo Edek złapał gumę i przy okazji zauważył że pękła mu szprycha. Udał się na wymianę szprychy do pobliskiego warsztatu. Ja integrowałem sie przy piwie z miejscowa ludnością- było nieźle. W końcu Chińczyk wymienił szprychę i po posiłku znaleźliśmy nocleg na rzeczką. Tak następnego dnia dojechaliśmy do Korli. Posiłek w KFC, Edek nawet zjadł lód z kubka z Pepsi - taki był głodny. Za dwa dni planujemy być w Kucha, gdzie chcemy spotkać Crotosów, mknących w druga stronę. Ciekawe czy sie spotkamy?

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Przed drugą turą tag:travellerspoint.com,2008-06-02:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=13&entryid=112095 2008-07-30T10:51:37Z 2008-06-02T12:58:01Z Z ciekawostek dodam ze spotkaliśmy na trasie francuza ( na zdjęciu ) który pieszo z wózkiem przemierza Chiny i podażą na Olimpiadę. Z miejsca w którym go spotkaliśmy pozostało mu okolo 2200 km ale duże góry. Jak widać są ludzie bardziej zakręceni od nas. Pogadaliśmy trochę po polsku ( ma rodzinę w Polsce ) trochę po francusku, trochę po angielsku, ale pogadaliśmy. Kilka fotek i każdy w swoją drogę. Prawdę mówiąc marzyłem o ... SSC_2481.jpg
Z ciekawostek dodam ze spotkaliśmy na trasie francuza ( na zdjęciu ) który pieszo z wózkiem przemierza Chiny i podażą na Olimpiadę. Z miejsca w którym go spotkaliśmy pozostało mu okolo 2200 km ale duże góry. Jak widać są ludzie bardziej zakręceni od nas. Pogadaliśmy trochę po polsku ( ma rodzinę w Polsce ) trochę po francusku, trochę po angielsku, ale pogadaliśmy. Kilka fotek i każdy w swoją drogę.

CSC_2489.jpg
Prawdę mówiąc marzyłem o odpoczynku i trzydniowa przerwa bardzo się przydała chociaż Edek już nerwowo przebiera nogami i studiuje mapę. Dzień poświeciliśmy na zwiedzanie. W hotelu pleno Rosjan przyjeżdżających tu na handel. Przed hotelem pełno chińczyków oferujących pomoc w zakupach mówiących po rosyjsku , można się w końcu dogadać. Nie mogą jednak zrozumieć że my na wakacjach i zwiedzamy a nie handlujemy i ciągle za nami chodzą. Zwiedziliśmy piękny park z kilkoma świątyniami, potem do KFC na ostatnie normalne żarcie. Makarony wychodzą mi już bokiem, a Edek mówi ze trzeba jeść żeby mieć siły na rower.
CSC_2491.jpg
Wrócę jeszcze do naszej podroży wywrotka Kraz. Nocne życie w Chinach jest bardzo bogate. Nic dziwnego ze nie wpuszczają obcych samochodów bo nie miały by szans przeżyć dłużej niż godzinę.
Klakson ( ponad 100 decybeli ) oznacza że należy ustąpić pierwszeństwo temu który go wydal i kropka.
Pomimo zapadających ciemności większość jechała bez świateł, reszta na pozycyjnych , przeważnie górnych, dolne może jedno świeciło. Ciekawiło mnie kiedy w końcu włącza światła. Włączyli ale od razu długie. Jezeli nie włączysz tez długich - co oznacza że jesteś oślepiany - zmieniają na krótkie. Ale długie nie włączają po minięciu sie, lecz w na jakieś 20 m przed tym. Normalna masakra. Ale jakoś jeżdżą. Przejazd przez wioski , to pełno motorów i wózków bez świateł i ludzi chodzących środkiem drogi, ja bym sie bał przejechać a oni pędza.
Powrócę tez do Pizzy Hut.
SSC_2476.jpg
Otóż wszyscy dostają sztućce i nimi jedzą, Tym razem ja moglem się przyglądać im, a nie oni jak jem pałeczkami.
Przed nami zjazd do Turpanu a potem wspinaczka w gore z depresji Turpanu na poziom 18000m na przestrzeni 52 km. Będzie co pedałować. Jeżeli się odezwę to z Kaszgaru więc nie prędzej jak za 2 tygodnie. Pozdrawiam wszystkich.
CSC_2462.jpg

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Trochę zdjęć tag:travellerspoint.com,2008-06-01:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=12&entryid=111951 2008-07-30T10:51:01Z 2008-06-01T13:51:29Z Jeżeli zatrzymamy się przed sklepem lub na posiłek momentalnie jest wokół nas mnóstwo dzieci XIAN to urokliwe miasto zamknięte w starych murach gdzie przeżyłem trzęsienie ziemi. Na trasie przez wysokie przełęcze trzeba sie ciepło obrać Obozowisko na pustyni I jeszcze j ... Jeżeli zatrzymamy się przed sklepem lub na posiłek momentalnie jest wokół nas mnóstwo dzieci
thumb_SSC_2378.jpg
XIAN to urokliwe miasto zamknięte w starych murach gdzie przeżyłem trzęsienie ziemi.
thumb_SSC_1857.jpg
Na trasie przez wysokie przełęcze trzeba sie ciepło obrać
thumb_CSC_2376.jpg
Obozowisko na pustyni
thumb_SSC_2368.jpg
I jeszcze jedno
thumb_SSC_2366.jpg
To jedliśmy
thumb_SSC_2369.jpg
Dotarliśmy do Chińskiego Muru
thumb_SSC_2370.jpg
który trzeba było bronic
thumb_CSC_2372.jpg
Wśród kopców z podziękowaniami
thumb_SSC_2371.jpg
I w chińskim domu
thumb_SSC_2374.jpg
Budda
thumb_SSC_2377.jpg
Trzęsienie ziemi w XIAN ludzie wylegli na ulice
thumb_CSC_1854.jpg

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
PROBLEMY PROBLEMY tag:travellerspoint.com,2008-06-01:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=11&entryid=111941 2008-07-30T11:01:44Z 2008-06-01T13:41:07Z To był kolejny piękny dzień podroży. Gdzieś kolo 10 rano z mojego roweru zaczęły wydobywać się dziwne dźwięki. Zatrzymałem się i sprawdziłem kola. Przednie w porządku, ale na tylnim w jednym miejscu na feldze pokazało się wybrzuszenie. Odpiąłem hamulec tylni i ruszyliśmy dalej z myślą że wyprostuje felgę na biwaku. Niestety felga dogorywała . Po godzinie była juz pęknięta na obrzeżu na długości okolo 5cm. Jechałem dopóki nie uszkodziłem dwóch dętek. Dojechałem do 3720 km drogi 312 i na poboczu ... To był kolejny piękny dzień podroży. Gdzieś kolo 10 rano z mojego roweru zaczęły wydobywać się dziwne dźwięki. Zatrzymałem się i sprawdziłem kola. Przednie w porządku, ale na tylnim w jednym miejscu na feldze pokazało się wybrzuszenie. Odpiąłem hamulec tylni i ruszyliśmy dalej z myślą że wyprostuje felgę na biwaku. Niestety felga dogorywała . Po godzinie była juz pęknięta na obrzeżu na długości okolo 5cm.
Jechałem dopóki nie uszkodziłem dwóch dętek. Dojechałem do 3720 km drogi 312 i na poboczu siadłem zrezygnowany. Po naradzie ustaliliśmy ze jadę stopem do najbliższego miasta , a Edek dojedzie. Przez dwie godziny nikt sie jednak nie zatrzymał , kierowcy tylko nas pozdrawiali. W akcie desperacji skleiłem jakoś dętkę i zaczęliśmy prowadzić rowery , w nadziei że za zakrętem wydarzy się jakiś cud , na który nie liczyłem. Podobnie miałem w Estonii i strasznie trudno o dobra felgę rozmiaru 28.
Los jednak nad nami czuwa. Za zakrętem był punkt kontroli drogowej ( pleno tu takich )i ulitowali sie nad nami policjanci. Dali pic , porobili zdjęcia i powiedzieli ze załatwią przewóz. Po chwili pokazuje potężna wywrotkę typu KRAZ że nas zabierze. Dodatkowo mówią że trzeba jechać do dużego miasta żeby dostać taką felgę, czyli do oddalonego o 430 Urumczi, mijając Turpan. Bagaże na pakę my do szoferki. Kierowca jedzie nie prędzej niż 60 km / h. O 24 zatrzymuje sie gdzieś przed Turpanem, jemy w barze makaron i idziemy do domu noclegowego. Wywołaliśmy mała panikę ale jakoś nas wpuścili. Rano w drogę i przed Urumczi znowu punkt kontroli i dalej nas nie puszczaja. Tym razem pani policjant mówi że takim samochodem nie możemy wjechać do miasta ale załatwi inny z dojazdem do Hotelu. Po chwili jesteśmy przed Hotelem. Dodam tylko że wszystkie przejazdy były za darmo, tak załatwiali to policjanci.
W super Hotelu zatrzymaliśmy sie na trzy dni żeby wypocząć. Ja łapiąc okazje zabrałem kolo i kazałem się zawieść do sklepu rowerowego,gdzie dopiero w drugim po poszukiwaniach w całej okolicy przyniósł felgę i mam sprawny rower.
Poszło wyjątkowo gładko, a jeszcze 24 godziny temu siedziałem w rowie obok pękniętej felgi, w skwarze i kurzu. Z tylu przyglądało mi sie stado wielbłądów, uśmiechając sie pod nosem. - co ty tu robisz w tych Chinach ?
We wtorek ruszamy dalej.
Za felgę zapłaciłem 220 Y czyli okolo 80 złotych.
Hotel full wypas, miasto tez niezle. Jest bardzo upalnie. Wypoczywamy i opychamy sie. Jest Pizza Hut i KFC
Do Pizza Hut robiliśmy trzy podejscia, bo taka jest kolejka i są zapisy. Ale nareszcie normalne żarcie. Ale jeszcze miesiąc będę musiał jeść ten ich makaron, zielona cebulkę i bambus.
Pozdrawiam.
Edek już nerwowy że za długo wypoczywamy. Kirgizja wprowadziła wizy od lipca więc musimy być na granicy przed końcem miesiąca, a przed nami wysokie góry i wspinaczka z depresji na wysokość 3000m
Pozdrawiam z sympatycznych i kolorowych CHIN.
Właśnie obok w kawiarence dziewczyna ogląda KOD DaVINCi z chińskimi napisami i na pewno nie wie ze jestem z Polski

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
URUMCZI _ NOWE ŻYCIE tag:travellerspoint.com,2008-05-31:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=10&entryid=111775 2008-07-30T11:03:06Z 2008-05-31T13:57:45Z Wylądowaliśmy w URUMCZI. Jutro napisze co się wydarzylo, a będzie o czym pisać. Pozdrawiam sympatyków i tych co wbijają szpilki do naszych opon. Tęsknie za schabowym. ... Wylądowaliśmy w URUMCZI. Jutro napisze co się wydarzylo, a będzie o czym pisać.
Pozdrawiam sympatyków i tych co wbijają szpilki do naszych opon. Tęsknie za schabowym.
thumb_SSCN2325.jpg

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Jak Edek ratowal mi zycie !!! tag:travellerspoint.com,2008-05-29:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=9&entryid=111473 2008-07-30T11:26:48Z 2008-05-31T13:42:39Z Opisane poniżej wydarzenia zainspirowane zostały pewnymi autentycznymi faktami , które zaraz przedstawię. Oto nasze dni. Wstaliśmy rano. Nocleg na kamiennej pustyni 40m od szosy , nie było w czym wybierać. Pustynia to morze kamieni, brak drzew , skwar z nieba , a jedyny cień dajesz ty sam , ale nie możesz z niego skorzystać. Zjadam kołoczka popijając Cola. Ustaliliśmy że za 66 km będzie miasteczko i tam coś zjemy. Zasuwamy. Jak zwykle rano przeciwny wiatr i tępe pedałowanie. Po ... square_SSCN2326.jpg

Opisane poniżej wydarzenia zainspirowane zostały pewnymi autentycznymi faktami , które zaraz przedstawię.
Oto nasze dni.
Wstaliśmy rano. Nocleg na kamiennej pustyni 40m od szosy , nie było w czym wybierać. Pustynia to morze kamieni, brak drzew , skwar z nieba , a jedyny cień dajesz ty sam , ale nie możesz z niego skorzystać.
Zjadam kołoczka popijając Cola. Ustaliliśmy że za 66 km będzie miasteczko i tam coś zjemy. Zasuwamy. Jak zwykle rano przeciwny wiatr i tępe pedałowanie. Po 3 godzinach zaledwie 36 km na liczniku. Wiatr trochę zelżał , lekko pod górkę. Mijamy jakąś stację benzynową i kilka baraków. Gps pokazuje miasteczko za 2 km za wzniesieniem. Pedałujemy mocno pod górkę, za wniesieniem pustynia, miasteczka nie ma. Edek mówi że się nie wraca, będzie następne. Krotka chwila zastanowienia i w drogę, zwłaszcza że z górki, z wiatrem. Przebywamy za darmo około 60 km i nic nie spotykamy. Drogowskazy informują o jakiś miasteczkach za 17 lub 18 km , lecz po przybyciu na miejsce jest tylko tablica miejscowości z boku drogi i pustynia . Ludzie już dawno sie wynieśli. Jedziemy dalej. Skwar z nieba . Rano miałem zaledwie 0,6 l Coli która już dawno wypiłem. Sucho w gardle i nadzieja że coś się pokaże i w końcu zjemy. Edek mówi ze w ogolę nic nie jadł. Na liczniku 140 160 i w końcu 180 km. To już ponad moje siły , zrezygnowany zsiadam z roweru i odpoczywam na skraju szosy. Decydujemy się na nocleg, resztkami sił rozbijam namiot. Czekam dwie godziny aż zajdzie piekące słońce i wyciągam z sakwy żelazna rezerwę wody 0,6 l. Gotuje zupkę, pierwszy posiłek dzisiaj , a wodę sączę małymi łykami, ale wkrótce się kończy.
Rano wiatr chce rozerwać namioty. Pakujemy się i w drogę. Silny przeciwny wiatr rzuca nami na wszystkie strony. Miękko naciskam na pedały żeby nie tracić resztki sil. Do najbliższego większego pewnego miasteczka 76km, trzeba dojechać. Tragedia. Po 2 godzinach mamy przejechane 12 km, płakać się chce. Naciskam na pedały i wyrzucam z siebie morze przekleństw. Edek widzi ze wymiękam i dzieli sie ze mną resztka wody, dodając mi trochę sil , ale na krótko. Ruszamy dalej kręcąc powoli, wykonując spokojny spacer farmera. Edek jadący przede mną zatrzymuje się Obok szosy około kilometra widać jakąś fabrykę. Zsiada z roweru i rusza pieszo po wodę, żeby ratować wyprawę, ja siadam na skraju szosy i wypoczywam, zjadam kołoczka , popijając wodą, licząc że przyniesie nową. Przynosi 2 butelki wody , wypijam połowę od razu łapczywie, trochę odżywam. Przed nami kolejna górka, silne porywy wiatru odbierają mi wszystkie chęci do pedałowania. Patrze gdzie walnąć ten rower do rowu. W połowie górki klnę siarczyście i myślę ludzkich słabościach. Miękko wyjeżdżam na górkę i widzę Edka trzymającego dwie butelki Pepsi. Życie wróciło. Na górce była knajpka. Na pierwszy ogień zimne piwo, potem jedzenie i 2 butelki Pepsi. Ktoś się nad nami ulitował. W dodatku droga skręciła i mamy wiatr w plecy. Docieramy do Hami bez stresu. Na miejscu piwko , szaszłyki i internet. Potem jeszcze pokręciliśmy i znowu wyszło 130 km.
Takie oto zmienności losu przynosi dzień, od załamań do chwil radości.
Po
Po 29 dniach po Chinach pora na parę refleksji. Przejechaliśmy 3400 km . Jestem w kawiarence internetowej W Hami na jedwabnym szlaku. Do Turfanu zostało 410 km.
Hami to miasteczko w którym pewny sławny mnich buddyjski o mało nie umarł z braku wody, zaś Marco Polo bardzo chwali to miejsce!!!!!!!!!!!!!!, bowiem miejscowi oprócz gościny użyczali wędrowcom również swoich zon. Były dni , nawet dzisiaj że chciałem rzucić rowerem do rowu i pieprzyc to wszystko. Od rana wiatr z przodu, pod górkę i albo upal albo deszcz. Jazdę w takie dni nazywałem - spacerem farmera - od konkurencji siłowej - specjalizacji Pudziana w przenoszeniu ciężarów. Tylko ten spacer farmera trwał przez cały dzień, masakra. U nas góry to 30km i koniec tutaj 300km i dalej nie wiadomo kiedy się skończy. Miało być z górki ale górki się nie kończą, jak sie zaczną to trwają trzy dni. Ale były i dni ze 100 km jechało się z wiatrem zupełny lajt, na konie cztery piwka i opalanie się. Pogoda jest szalenie zmienna , nawet w ciągu dnia.
Standardowy chińczyk, ma spodnie z garnituru i koszule polo. Skórzany pasek z ozdobną klamrą, do tego przywieszony pęk kluczy i etui z komórką. Nie znają aparatu fotograficznego, dlatego ciężko nam o wspólne zdjęcia, również zegarek na rękę to duża nowość dla nich. Oczywiście nie w miastach , mowie o terenach gdzie przebywamy.Gdy nas widza prawie zawsze zaczynają rozmawiać, wydaje się dla podkreślenia swojego statusu. Spluniecie poprzedza potężne charkniecie, siusiają gdzie popadnie nie mówiąc o tym drugim. Podczas jedzenia wciągają pokarm jak odkurzać i potężnie mlaszczą. Siorbanie bardzo mi odpowiada , demonstruje że też tak umiem, wzbudzając powszechny zachwyt. Podczas jedzenie, jesteśmy główną atrakcją młodych matek, które demonstrują swoim małym jak wygląda obcokrajowiec. Czasami siedzą trzy i przyglądają się. Mamy parę zdjęć z małymi dziećmi, na pamiątkę. Skończyła się żyzna kraina , jechaliśmy 600 km przez pustynie, wokół żywego ducha. Z woda tez cienko, dziwnie namioty dosyć fajnie rozbija sie na kamieniach. Przed nami następna pustynia, jestem pełen obaw bo jest gorąco. Góry znacznie mi odpowiadają bo są bardziej zaludnione. Co będzie to będzie. Na razie jest super. Szkol;y maja co najmniej 4 piętrowe. Jak sie zdarzy że przejeżdżamy prawie w porze końca lekcji nagle znajdujemy się w gronie 5 tysięcy !!! rowerów. Za nami i przednimi nieustające HELLO!.
Powoli ten wąż rozpływa się do mijanych wiosek, niezapomniany widok. Edek miał 2 kolejne gumy tak ze w sumie 10 i ma już wprawę, po za tym rowery na medal. Tylko siły mnie opuszczają i będziemy musieli odpocząć w Turfanie. Zdrowie i apetyt dopisuje. Jemy wszędzie gdzie widzimy pałeczki na stolikach. Dalej jednak nie wiemy co zamawiamy, czysta loteria. Czasami jest pycha, czasami fatalnie. Ale ogólnie żarcie maja ostre , nawet zacząłem jest czosnek i spijać te ostre zupy, żołądek już przyzwyczajony. Drogi maja dobre, prawie wszędzie asfalt. jeżeli Waldek to czyta to melduje ze ścigałem sie z jednym traktorem i oczywiście wygrałem. Są zawzięcie w rywalizacji ale na krótkie dystanse. Ściągałem się i nie dałem zdanych szans chyba ze 4 i z jedną ciężarówką z górki, zademonstrowaliśmy swoją prędkość chociaż nie chciał popuścić.
Pozdrawiam wszystkich trzymajcie za nas kciuki. Chiny to piękny kraj ale strasznie górzysty.
Źyj przygodo
Zwiedziliśmy wschodnia warownię chińskiego muru, piękny buddyjski klasztor ze wszystkimi bóstwami oraz świątynie 39m lezącego Buddy.
square_SSCN2288.jpg

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
29 dni Chinach tag:travellerspoint.com,2008-05-29:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=8&entryid=111468 2008-07-30T11:39:51Z 2008-05-29T07:29:53Z Trochę zagadani, zadowoleni z przejechanych kilometrów, niepostrzeżenie znaleźliśmy sie na pustyni. Wokół bezkres piasku i kamieni. Wąska dróżka asfaltu prowadzi w głąb piekła. Żar leje się z nieba , woda szybko się kończy. Z zaznaczonych na mapie miejscowości pozostał na trasie tylko zardzewiały drogowskaz, masakra. Po przejechaniu kolejnych 40 km zapowiadanego miasteczka z mapy znowu nie ma. Myśleliśmy że coś zjemy a tu od rana żołądki puste. Asfalt zaczyna lepić się do kół. Nagl ... Trochę zagadani, zadowoleni z przejechanych kilometrów, niepostrzeżenie znaleźliśmy sie na pustyni.
thumb_SSCN2272.jpg
Wokół bezkres piasku i kamieni. Wąska dróżka asfaltu prowadzi w głąb piekła. Żar leje się z nieba , woda szybko się kończy. Z zaznaczonych na mapie miejscowości pozostał na trasie tylko zardzewiały drogowskaz, masakra. Po przejechaniu kolejnych 40 km zapowiadanego miasteczka z mapy znowu nie ma. Myśleliśmy że coś zjemy a tu od rana żołądki puste. Asfalt zaczyna lepić się do kół. Nagle w oddali majaczy stacja benzynowa , być może z zimnym piciem. Po przejechaniu 2 km okazuje sie fatamorganą. Asfalt przylepił się już na pól centymetra więc zjeżdżamy na pobocze. Zaczynają kleić się do opon drobne kamyczki, jest coraz gorzej. Koła robią się kwadratowe, zjeżdżamy , bo nie da się jechać. Wycieńczeni, siedzimy na skraju drogi, czekając na noc. Nad nami zaczynają krążyć dziwnie znajome ptaki. Widzę jak kłócą się, który z nas jest grubszy, ale nie wiem o co im chodzi. Z boku wychodzi upasiony konik polny. Chwytam i probuje jeść. Ma smak chipsów o smaku boczku z cebula. Zaczyna sie uczta bo jest ich dużo. Skrzydła i nóżki na bok , reszta do brzucha. Najedzeni już mieliśmy drzemać, gdy spostrzegam z lewej flanki czterech chińczyków z dzidami.
thumb_SSCN2269.jpg
Szybko wskakujemy na rowery i w nogi. Po 5km opadnięci z resztek sil opadamy do rowu........ Rano budzi mnie piękna budryska serwując chłodną herbatę, druga potężnym wachlarzem nagania świeże powietrze. Kątem oka widzę jak Edek zażywa masażu.Nagle wachlarz urywa się i dostaję w łeb. Budzę się a tu Edek wali mnie po głowę, że skorpion chodzi mi po kolanie. Potężny pstryk oddalam zagorzenie na 5 metrów. Przebudzony wracam do rzeczywistości. Patrzę jak rodzinka węży przechadza się obok. Rozbawione małe kiwają do mnie podniesionymi ogonkami. Ściskam podniesioną pieść i małym palcem kiwam do nich , wywołując duży entuzjazm. Drogą przejeżdża klimatyzowany autobus pełen Japończyków. Robię wyuczony gest misia z Zoo proszącego o jedzenie w kierunku autobusu, widzę jak z okna wylatują butelka Coca coli i trochę frytek. Rzucamy się na żarcie. Przed startem wyciągamy oszczep który utkwił wlewej sakwie Edka. Miał szczęście że nie w oponę, bo znowu by trzeba kupić nowe. Na pamiątkę bierzemy tylko grot. Ruszamy pełni nadziei w drogę. Przed nami kolejny dzień nie wiadomo co przyniesie. Tak pokrótce wyglądają nasze dzionki.
thumb_SSCN2270.jpg
Trzymajcie z nas kciuki.

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Zhangye tag:travellerspoint.com,2008-05-22:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=7&entryid=110390 2008-07-30T11:51:52Z 2008-05-22T09:23:51Z Po opuszczeniu Xi an ruszyliśmy dalej. Edek zakupił nowe opony bo stare nie nadawały się do niczego. Przed nami ostre góry. Pogoda średnia nie za gorąco. Zhangye to miasto gdzie Marco Polo spędził ponad rok. Mam godzinę za 2 Y, czyli 78 groszyw internetowej kafejce Dzięki uprzejmości spotkanych studentów trafiłem do kawiarenki internetowej. Ale po kolei. początkowo było płasko aż dostaliśmy się w kleszcze gór. Po lewej i prawej niekończące się pasmo. Jadąc drugi dzień można się nabawić klaustrofobii. Nie będę ... Po opuszczeniu Xi an ruszyliśmy dalej. Edek zakupił nowe opony bo stare nie nadawały się do niczego. Przed nami ostre góry.
Pogoda średnia nie za gorąco.
Zhangye to miasto gdzie Marco Polo spędził ponad rok. Mam godzinę za 2 Y, czyli 78 groszyw internetowej kafejce
Dzięki uprzejmości spotkanych studentów trafiłem do kawiarenki internetowej.
Ale po kolei. początkowo było płasko aż dostaliśmy się w kleszcze gór. Po lewej i prawej niekończące się pasmo. Jadąc drugi dzień można się nabawić klaustrofobii. Nie będę poprawiał błędów bo nie mam czasu więc nawet nie czytam jak pisze. Podczas przejeżdżania tego pasma , poprzecinanego koleją i autostradą, dostaliśmy się do 50 km korka. Nie bardzo było jak jechać więc jechaliśmy środkiem, pomiędzy ciężarówkami. Okazało się że było usypisko kamienia w 2 miejscach i droga zablokowana. Potem przyszła kolej na kolejne góry, tym razem już poważniejsze. W sumie przejechaliśmy trzy pasma - 2000 , 3023 2611 - to nasze szczytowe wysokości. Wczoraj na przykład cały czas pod górę- przewyższenie na 100 km 900m , deszcz i wiatr w oczy - masakra. Zmęczeni śpimy na wysokości 2600m - w nocy zero stopni !!!- ubrany w trzy pary spodni i cztery bluzy niestety zmarzłem. Za to dzisiaj wspaniała pogoda.
Kiedyś na trasie zaskoczył nas deszcz więc schroniliśmy się na stacji benzynowej. I tu obserwacja jak Chińczycy kupują paliwo. Otóż każdy podjeżdża z dowolnej strony , jak pszczoły do ula , tworzy się ogromny korek i wielki galimatias. Stacja ma 8 dystrybutorów a wszyscy kupują w jednym.
Teraz o jedzeniu.
Po początkowych niepowodzeniach, obfitujących wizytami w krzakach, postanowiliśmy lepiej sie odżywiać. Obecnie idzie nam to coraz lepiej . Wszystkie bary i knajpy nasze. W jednej zamówiliśmy nawet kociołek szefa, co wzbudziłó ( za 58 |) ogólny aplauz i zdjęcie z kucharzem. Obecnie jak widzimy na stole pałeczki to wchodzimy. Całkiem nieźle mi idzie jedzenie pałeczkami. Nie wiadomo co zamawiamy - pokazujemy palcem coś przynoszą. Najlepsze że za każdym razem coś innego więc smakujemy wszystkie specjały.
Opuściliśmy wstrętną cywilizację i teraz jesteśmy na prawdziwym Jedwabnym Szlaku. Spokój, cudowne widoki gór otaczających nas ze wszystkich stron.

Jesteśmy w dobrych humorach, czasami sie kłócimy ale jakoś idzie.
Gdybym jechał z podobnym do mnie nie zrobil bym polowy tej trasy. Edek ciągnie do przodu jak dobrze naoliwiona maszyna. Ostatnio kaszlał i myślałem że zwolni, ale nic z tego. Po morderczym etapie 120 km pod górę z przewyższeniem prawie kilometra stwierdził ze etap był lajtowy i puls miał na około 105 - ja opadłem do namiotu i tylko piwo mnie ratowało.
Pozdrawiam wszystkich. Jest super . Teraz mamy z górki aż do depresji więc zupełny lajt.
Chińczycy pracują siedem dni w tygodniu , sklepy sa otwarte od piątej rano. Nie ma zdanych problemów z zakupami, posiłkami . Jest pełno owoców. Wszędzie nas oglądają i przyglądają się rowerom . Maja dobra czekoladę, piwo, udka paczkowane i koloczki. Więc jest się czym odżywiać. Nie ma chleba. Sę tylko słodkie bułki, więc jem kruczka ze słodką bułka i jest mi z tym dobrze. Zdjęć robię kupę ale tym razem nie dam bo jestem na sali pełnej ludzi.
Jesteśmy zdrowi i cali i suniemy do przodu.
Żyj przygodo !!!!!!!!!

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
XI AN u podnoza gor tag:travellerspoint.com,2008-05-11:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=6&entryid=108761 2008-07-30T12:05:59Z 2008-05-11T14:40:02Z Po 11 dniach dotarliśmy do XI AN. Dawna stolica Chin , gdzie uciekała ostatnia cesarzowa, podczas Powstania Bokserów. Mieszkamy w zajebistym hostelu, tzn Edkowi sie podoba, mnie również, bo piwo po 2,20. Ale po koleji. Na liczniku 1233 km od Pekinu. Będę pisał tematami , bo nie ma ogolnej koncepcji. Co mnie zaskoczyło ? Pomimo tak ogromnych przestrzeni nie ma gdzie rozbić namiotu. Znalezienie dobrego miejsca czasami wymaga przejechana 20 km. Ogólnie trawa została uznana jako nieuż ... Po 11 dniach dotarliśmy do XI AN. Dawna stolica Chin , gdzie uciekała ostatnia cesarzowa, podczas Powstania Bokserów. Mieszkamy w zajebistym hostelu, tzn Edkowi sie podoba, mnie również, bo piwo po 2,20.
SSC_1812.jpg
Ale po koleji.
Na liczniku 1233 km od Pekinu.
Będę pisał tematami , bo nie ma ogolnej koncepcji.

Co mnie zaskoczyło ?

Pomimo tak ogromnych przestrzeni nie ma gdzie rozbić namiotu. Znalezienie dobrego miejsca czasami wymaga przejechana 20 km. Ogólnie trawa została uznana jako nieużytek i jest systematycznie plewiona na całych obszarach
wiec często pozostaje rozbić sie na glinie,jak już znajdzie się miejsce. Reszta ziemi każdy skrawek w każdym miejscu jest zasiany i uprawiany.
Tak wiec mijamy np 100km ulepionych z gliny silosów w których rosną pomidory lub truskawki.
Pomimo kraju milionów rowerów , nie ma sklepów rowerowych - dokładnie dotychczas spotkałem jeden , ale nie kopiłem potrzebnej mi dętki.
W każdym miejscu , najdłużej po 5 min jesteśmy namierzeni , nawet jakbyś wszedł do głębokiej dziury. porostu jest ich dużo.
Są uprzejmi i zaciekawieni.
Niektórzy po raz pierwszy widzą wysokiego brudnego, zarośniętego blondyna o niebieskich oczach. Momentalnie są koło nas.
Obserwują jak jemy, wchodzą za mną do sklepu by zobaczyć co kupuje, coś mówią a jak nie rozumie , piszą jakieś znaki.
Jest wyjątkowo bezpiecznie, w Terakotowej armii zostawiliśmy rowery z dobytkiem przez godzinę bez opieki, po tym co dotychczas zobaczyliśmy i nic nie zginęło !!.
SSC_1815.jpg
Ekologia
Jeżeli chcesz zobaczyć jak będzie wyglądać koniec cywilizacji przjedź do Chin. Setki ludzi. Dla zniwelowania problemu bezrobocia podstawowa jednostka robocza to cztery.
Można zaobserwować w sklepie co najmniej cztery sprzedawczynie, na stacji benzynowej na ławeczce siedzą cztery osoby, drogę naprawia 8 osób w grupie.
Tysiące osób zajmuje się trzebieniem trawy z poboczy dróg. Smog od Pekinu ciągnął sie na 300km . Niewidoczne słonce , nie wiadomo która godzina dnia.
Po rzekach zostały tylko mosty, w pustych korytach prowadzi się oczywiście intensywna uprawę. Jak już znajdzie się kawałek nie uprawianej ziemi to jest zasypana śmieciami.
Wiatr unosi kurz , tak że właściwie zatyka oddech. Jak ci ludzi w tym żyją nie wiem. Oczywiście do tego tysiące samochodów.
SSC_1814.jpg
Problemy

Edek nabył nowe opony które po 1000 km zaczynają łapać dziury . Na razie miał 8, więc nabiera wprawy. Planujemy jutro nabyć nowe opony ale nie wiem czy to się uda. Probowaliśmy 2 dni wcześniej ale w dużym mieście nie było.
Dwa razy złapał nas deszcz. 80 km w deszczu i spanie w opuszczonym domku na zwałach bambusa , zmarznięci i zdegustowani. Na szczęście pogoda wróciła . Dzisiaj okąpani i napici piwa - patrzymy z wiarą w przyszłość. Jesteśmy na 400 mnpm- przed nami w tym tygodniu góry na 2800m. U mnie dziwnie szybko ścierają się hamulce - mam zapasowe- ale nie wiem czy wystarcza mi do końca.
Z początku bolało mnie lewe udo i kolana - ale teraz jest wszystko w porządku. Sprawny wjadę w górki.

Ludzie.
Ludzie sa bardzo ciekawi i przyjaźnie nastawieni. Powszechnie jesteśmy pozdrawiani przez Hello nawet przez policjantów. Czasami wydaje mi się że pracujż jako małpa w Zoo, tak pilnie jestem obserwowany. Kiedyś pogoniony z roweru do krzaków - przez tutejsze żarcie - po minucie zostałem namierzony
przez chińczyka. Zatrzymał się , uśmiechnął i pomachał ręką, a ja w pozycji kucającej również go pozdrowiłem.
SSC_1813.jpg
Ruch.
Chińczyk używa klaksonu do kierowania sobie drogi, czym głośniej tym lepiej. Jesteśmy uwielbiani przez kierowców ciężarówek , atobusów i pracowników kolei.
Rowerzysta nie ma żadnych praw.!!
Opisze przejazd na zielonym świetle skrzyżowania.
Po zapaleniu się zielonego - jadąc na wprost - należy najpierw przepuścić jadących w prawo, następnie jadących z przeciwny strony skręcających w lewo,następnie jadących z prawej strony ( wjeżdżają na czerwonym ) skręcających w prawo.
Tak więc, na przejechanie skrzyżowania na zielonym świetle nie ma żadnych szans, należy to robić w dogodnej chwili. I tak wszyscy robią.
Widziałem skrzyżowanie z 4 policjantami , kompletnie zakorkowane !.
Rowerów jest mnóstwo więc w grupie raźniej się przebijać.

To by było na tyle- jak coś będzie, to jutro dopisze.
Pozdrawiam wszystkich
Dzisiaj zwiedzaliśmy Terakotowa Armie. Xi an to tez piękne miasto - maja Mac Donalda więc uderzyłem.

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Dwa dni w BeJgin tag:travellerspoint.com,2008-04-30:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=5&entryid=107295 2008-07-30T12:34:18Z 2008-04-30T11:31:41Z Jutro wyruszamy dalej. Niepewność dopiero przed nami. Wolny czas poświeciliśmy na zwiedzanie. Wbrew pozorom wielu chińczyków , zwłaszcza Chinki opanowały język angielski i ciągle jesteśmy nagabywani rożnymi propozycjami. W Hostelu jest standardowe ostrzeżenie. Proponowana jest darmowa herbata, wycieczka lub sprzedaż prac malarskich, następnie podana jest cena z księżyca i straszenie policją. Dlatego nie wchodzimy w żadne układy. Ludzie w Pekinie nie widzą słońca. Cały dzień to potężny smog, przez który przedziera się słonce. Po tym ze jest poznajemy bo ... Jutro wyruszamy dalej. Niepewność dopiero przed nami. Wolny czas poświeciliśmy na zwiedzanie. Wbrew pozorom wielu chińczyków , zwłaszcza Chinki opanowały język angielski i ciągle jesteśmy nagabywani rożnymi propozycjami. W Hostelu jest standardowe ostrzeżenie. Proponowana jest darmowa herbata, wycieczka lub sprzedaż prac malarskich, następnie podana jest cena z księżyca i straszenie policją. Dlatego nie wchodzimy w żadne układy.
Ludzie w Pekinie nie widzą słońca. Cały dzień to potężny smog, przez który przedziera się słonce. Po tym ze jest poznajemy bo jest ciepło. Jadąc do Chin Edek opowiadał , że pewna Chinka mieszka w Polsce i wszystko jej sie podoba , nawet niebo bo są chmury. Strasznie go wyśmiałem wtedy, teraz widzę że mówiła prawdę, tu nie ma chmur tylko szare zaciągnięte niebo. Chińczycy stosują się do zasad i nie plują już na ulicy, przyłapani na tym czują zażenowanie, to widać, przecież dyrektywy nie pozwalają. Wszędzie pełno policji. Do cudzoziemców odnoszą się z obojętnością, swoich kontrolują.
Mieszkamy w fajowym hostelu w centrum miasta, prawie że apartament. Chińczycy to szalenie uprzejmi ludzi, pani recepcjonistka osobiście wyszła przed hostel by zobaczyć nasze rowery.Oczywiście rzuciliśmy wszytko i od razu na miasto. Po krótkim błądzeniu dotarliśmy do placu Tienanmen.
DSCN2078.jpg
Na placu fotka z towarzyszem Mao w otoczeniu mnóstwa policjantów. Potem spacer ulicami gwarnego Pekinu, wszędzie budki z jedzeniem tylko nie wiadomo co kupić.
Na drugi dzień ruszyliśmy w zakazane miasto. Zadeptane tysiącem chińczyków, ale bardzo mi się podobało.
Wieczorem opanowałem w końcu supermarket i pociągnąłem piwa, nawet niezłe. Przedtem poszliśmy do chińskiej knajpy coś zjeść. były obrazki więc z zamówieniem nie było problemów. Jedzenie mi niestety nie smakuje więc nie wiem jak to dalej będzie.
Na drugi dzień zwiedzanie Świątyni Nieba, też niezłe miejsce. potem uderzyłem do Mac Donalda, na normalne żarcie. to co oni tu normalnie jedzą nie nadaje się do niczego.
DSCN2077.jpg
Wieczorem na plac Tieanmen zrobić nocne fotki. Znowu zaczepiają rykszarze, sprzedawcy map i folderów, ale niezbyt natrętnie. W nocy tłum na ulicach, wszystko oświetlone. Ale wystarczy przejść parę uliczek dalej i znajdziemy tak zwane Hutongi, dzielnice małych sklejonych ze sobą domków, gdzie w okropnych warunkach żyją ludzie. Te dzielnice obecnie w centrum sa wyburzane i przez 24 h na dobę są budowane nowe hotele.
SSC_1486.jpg
Jesteśmy już spakowani. popijam piwko i pisze ten tekst.
SSC_1481.jpg
Mam trudności żeby się spakować ale jakoś to będzie . jutro 1 maj i możemy mieć kłopoty z wyjazdem
SSC_1487.jpg
SSC_1489.jpgSSC_1484.jpg
Rozmawiałem w barze z Chinką podającą piwo. Ogląda polskie seriale i bardzo jej się podobają. Edek ograł w ping ponga miejscowych wiec mamy szacunek.
Pozdrowienia.

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Pozdrowienia z Pekinu tag:travellerspoint.com,2008-04-28:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=4&entryid=106991 2008-07-30T12:28:41Z 2008-04-28T13:07:40Z W pełnym ekwipunku spotkaliśmy sie z Edkiem na dworcu w Zabrzu w poniedziałek rano. Nadjechał ekspres który miał nas ponieść w wir wydarzeń. Prawie 50 kg bagażu w nieporęcznych pakunkach znikło wniesione do pociągu. Część ulokowaliśmy w przejściu, nie weszło by do przedziału. W Warszawie przesiadka na pociąg do Moskwy Pomógł nam bagazowy za 10 złotych bo Edek nie jest w stanie w pojedynkę zabrać się za jednym razem z bagażami. Nasz wagon zupełnie pusty Pomimo tego konduktor zaproponował wykupienie biletu ... W pełnym ekwipunku spotkaliśmy sie z Edkiem na dworcu w Zabrzu w poniedziałek rano.
Nadjechał ekspres który miał nas ponieść w wir wydarzeń. Prawie 50 kg bagażu
w nieporęcznych pakunkach znikło wniesione do pociągu. Część ulokowaliśmy w przejściu, nie weszło by do
przedziału. W Warszawie przesiadka na pociąg do Moskwy Pomógł nam bagazowy za 10 złotych bo Edek nie jest
w stanie w pojedynkę zabrać się za jednym razem z bagażami. Nasz wagon zupełnie pusty
Pomimo tego konduktor zaproponował wykupienie biletu jak chcieliśmy położyć rower na wolne łózko, taka
polska gościnność, oczywiście odmówiliśmy i jakoś się pomieściliśmy w kuszetce.
Ruszyliśmy, po prawie 3 godzinach postoju na granicy białoruskiej, na wymianę podwozi dotarliśmy do
Moskwy. Otoczył na tłum bagażowych i ofert na podwiezienie na dworzec Jarosławski. Edek zaczyna
pertraktować. Tu pierwszy Zonk wyprawy. Daliśmy się nabrać na bagażowego. Po moim pytaniu - pokazał - pisało 115 rubli , więc załadowałem paczki.
Po przewiezieniu 300m zażądał 1000 rubli. Okazało się że tyle było od sztuki - ale o tym nie powiedział a
ja nie doczytałem. Nasi bagażowi to niewinne baranki przy nich.
Tak więc ostrzegam wszystkich przed draniami z Moskwy, którzy polują na biednych turystów.
Za transport musieliśmy dać 800 rubli tak więc trochę kasy na starcie poszło. Edek na to konto jak zwykle
przez dwa dni nie jadł obiadu, żeby trochę odrobić.
Na Jarosławski znowu bagażowi ale sam odniosłem bagaże do przechowalni, kolejne 200 rubli.
Potem do metra, były kłopoty z wejściem przez brami ( bo u nas nie ma metra ), ale za chwile maszerujemy
po Placu Czerwonym.
Robimy pełno fotek , potem jemy tanie pierogi.Trochę poczekaliśmy sobie na dworcu i wsiadamy do pociągu,
omijając bagażowych.
DSCN1913.jpg
W calym wagonie 18 osób, my we dwójkę w przedziale cale szczęście. Tym razem kładziemy je na wolne łózka
i chińska załoga nie ma nic przeciwko temu.
Przed wejściem do pociągu podjechał bagażowy z 4 plecakami 4 anglików . Przewiózł to 200m i zażądał 3000
po tysiąc od każdego , jednemu odpuścił. Jakbyście widzieli ich miny i niewinne miny oprawców - bagażowych
Jeszcze raz ostrzegam.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
śpimy , jemy i śpimy. Czas leci Edek opowiada że tym pociągiem w 1964 na Olimpiadę w Tokio jechali nasi
olimpijczycy. my też jedziemy na małą olimpiadę którą sobie sami zorganizowaliśmy. Historia zatacza
kolo.
Nasz wagon stal się centrum rozrywki. Na jednym z przedziałów zawisła kartka, Irish PUB Open 24 h
Mongolia to ciągła pustynia - po drodze nie było ani jednej rzeczki. Na tym wyschniętym pustkowiu wypasają
krowy które raczej przypominają psy pasterskie bo chodzą w rożnych kierunkach. Znalezienie kępki trawy w tych
warunkach, przypomina znalezienie grzyba w lesie
Na granicy z Mongolią staliśmy 3 godziny i nastąpiła pelna integracja z miejscowa ludnością
Bajkał o tej porze roku skuty lodem. Syberia szara, smutna, zaśmiecona tylko cmentarze kolorowe, tak dla
kontrastu.
W Pekinie na dworcu składamy rowery. Pompuje kolo i pęka dętka. Muszę wymieniać. Wzbudzamy ogólne
zaciekawienie, pakujemy się i wybieramy na miasto. Gps niestety nie prowadzi do celu . Kręcimy się po
mieście wśród tłumu rowerzystów. Nikt nas jednak nie zaczepia i jest spoko. Rowerzyści mają wydzielone
pasy 10 m szerokości. W pociągu wpadłem na pomysł by konduktor napisał mi nasz adres po chińsku i to nas
uratowało pokazaliśmy kartkę i dotarliśmy na miejsce. Mił Hostel , miła obsługa, cudowny pokój.
Rozpakowujemy się i udajemy na miasto. Po krótkich zawirowaniach , docieramy na Plac Tien an Main i robimy fotki z Moa. Walczyłem również z bankomatem i poddałem sie. Kurcze bez kasy. Jednak drugie podejście bingo. Na ulicach duży ruch , panuje smog odczuwalny nawet bardzo. Pełno policji i zauważalni turyści. Pełno barów z jedzeniem nie wiadomo co kupic. pałeczkami już jadłem w pociągu bo chiński wars dołączony od granicy z Mongolia oferował dwa posiłki dziennie za darmo. Po perypetiach zakupiliśmy kartki i Edek je teraz wypełnia a ja pisze na komputerze. Jak na razie jest fajnie
Pozdrawiam rodzinę że pozwoliła mi zrealizować moje marzenia, Janka i Waldka którzy zaszczepili mnie pasją podróżowania i wszystkich tych ktorzy trzymają za mnie kciuki.

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
Spakowany tag:travellerspoint.com,2008-04-20:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=2&entryid=105981 2008-07-30T12:16:05Z 2008-04-20T20:40:33Z W końcu w niedziele o 22 jestem spakowany. Zakupiłem plecak na żywność, bo nie można się pomieścić. Myślę,że mam wszystko, chociaż rano muszę jeszcze kupić zeszyt na notatki. Zobrazowałem wysokościowo naszą trasę przez Chiny. Niezłe górki, będzie ciekawiej, klocki rozgrzane do czerwoności. Jak wygenerowałem ten diagram, trochę mnie ścięło. Damy radę, przecież nikt nie mówił, że będzie lekko!. ... W końcu w niedziele o 22 jestem spakowany. Zakupiłem plecak na żywność, bo nie można się pomieścić.
Myślę,że mam wszystko, chociaż rano muszę jeszcze kupić zeszyt na notatki.
trasacala.jpg

Zobrazowałem wysokościowo naszą trasę przez Chiny. Niezłe górki, będzie ciekawiej, klocki rozgrzane do czerwoności. Jak wygenerowałem ten diagram, trochę mnie ścięło. Damy radę, przecież nikt nie mówił, że będzie lekko!.

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>
PRZYGOTOWANIA tag:travellerspoint.com,2008-04-19:/blog/?domain=qvejt56&thisblog_entryid=1&entryid=105815 2008-07-30T12:15:35Z 2008-04-19T08:03:45Z kwiecień 18, 2008 Pakowanie w toku. Edek jak zwykle na szpicy: " Cześć. Jak tam pakowanie ? Mnie rower do sakwy nie wszedł. Musiałbym odkręcić kierownicę. Rower zapakowałem w czarną folię a do sakwy dałem koła od roweru oraz 4 torby rowerowe. Piątą biorę jako bagaż podręczny. Waga bagażu bez roweru - 37 kg. W tym również apteczka. Pozdrawiam - hej." Ja mam większą ramę i rower wchodzi bez problemów, nawet koła po spuszczeniu powietrza mieszczą się do bocznych kieszeniach. Więc Edek ... kwiecień 18, 2008

Pakowanie w toku.

Edek jak zwykle na szpicy:

" Cześć. Jak tam pakowanie ? Mnie rower do sakwy nie wszedł. Musiałbym odkręcić kierownicę. Rower zapakowałem w czarną folię a do sakwy dałem koła od roweru oraz 4 torby rowerowe. Piątą biorę jako bagaż podręczny. Waga bagażu bez roweru - 37 kg. W tym również apteczka. Pozdrawiam - hej."

Ja mam większą ramę i rower wchodzi bez problemów, nawet koła po spuszczeniu powietrza mieszczą się do bocznych kieszeniach. Więc Edek coś przekombinował. Spakowany jestem w 67,5 % - jutro podam wagę ekwipunku.

Comment on this entry | Tweet this | Your own free travel blog | More Travellerspoint blogs

]]>