Travellerspoint Blogi z podróży

Jak Edek ratowal mi zycie !!!

29 dni remedium

sunny 25 °C

square_SSCN2326.jpg

Opisane poniżej wydarzenia zainspirowane zostały pewnymi autentycznymi faktami , które zaraz przedstawię.
Oto nasze dni.
Wstaliśmy rano. Nocleg na kamiennej pustyni 40m od szosy , nie było w czym wybierać. Pustynia to morze kamieni, brak drzew , skwar z nieba , a jedyny cień dajesz ty sam , ale nie możesz z niego skorzystać.
Zjadam kołoczka popijając Cola. Ustaliliśmy że za 66 km będzie miasteczko i tam coś zjemy. Zasuwamy. Jak zwykle rano przeciwny wiatr i tępe pedałowanie. Po 3 godzinach zaledwie 36 km na liczniku. Wiatr trochę zelżał , lekko pod górkę. Mijamy jakąś stację benzynową i kilka baraków. Gps pokazuje miasteczko za 2 km za wzniesieniem. Pedałujemy mocno pod górkę, za wniesieniem pustynia, miasteczka nie ma. Edek mówi że się nie wraca, będzie następne. Krotka chwila zastanowienia i w drogę, zwłaszcza że z górki, z wiatrem. Przebywamy za darmo około 60 km i nic nie spotykamy. Drogowskazy informują o jakiś miasteczkach za 17 lub 18 km , lecz po przybyciu na miejsce jest tylko tablica miejscowości z boku drogi i pustynia . Ludzie już dawno sie wynieśli. Jedziemy dalej. Skwar z nieba . Rano miałem zaledwie 0,6 l Coli która już dawno wypiłem. Sucho w gardle i nadzieja że coś się pokaże i w końcu zjemy. Edek mówi ze w ogolę nic nie jadł. Na liczniku 140 160 i w końcu 180 km. To już ponad moje siły , zrezygnowany zsiadam z roweru i odpoczywam na skraju szosy. Decydujemy się na nocleg, resztkami sił rozbijam namiot. Czekam dwie godziny aż zajdzie piekące słońce i wyciągam z sakwy żelazna rezerwę wody 0,6 l. Gotuje zupkę, pierwszy posiłek dzisiaj , a wodę sączę małymi łykami, ale wkrótce się kończy.
Rano wiatr chce rozerwać namioty. Pakujemy się i w drogę. Silny przeciwny wiatr rzuca nami na wszystkie strony. Miękko naciskam na pedały żeby nie tracić resztki sil. Do najbliższego większego pewnego miasteczka 76km, trzeba dojechać. Tragedia. Po 2 godzinach mamy przejechane 12 km, płakać się chce. Naciskam na pedały i wyrzucam z siebie morze przekleństw. Edek widzi ze wymiękam i dzieli sie ze mną resztka wody, dodając mi trochę sil , ale na krótko. Ruszamy dalej kręcąc powoli, wykonując spokojny spacer farmera. Edek jadący przede mną zatrzymuje się Obok szosy około kilometra widać jakąś fabrykę. Zsiada z roweru i rusza pieszo po wodę, żeby ratować wyprawę, ja siadam na skraju szosy i wypoczywam, zjadam kołoczka , popijając wodą, licząc że przyniesie nową. Przynosi 2 butelki wody , wypijam połowę od razu łapczywie, trochę odżywam. Przed nami kolejna górka, silne porywy wiatru odbierają mi wszystkie chęci do pedałowania. Patrze gdzie walnąć ten rower do rowu. W połowie górki klnę siarczyście i myślę ludzkich słabościach. Miękko wyjeżdżam na górkę i widzę Edka trzymającego dwie butelki Pepsi. Życie wróciło. Na górce była knajpka. Na pierwszy ogień zimne piwo, potem jedzenie i 2 butelki Pepsi. Ktoś się nad nami ulitował. W dodatku droga skręciła i mamy wiatr w plecy. Docieramy do Hami bez stresu. Na miejscu piwko , szaszłyki i internet. Potem jeszcze pokręciliśmy i znowu wyszło 130 km.
Takie oto zmienności losu przynosi dzień, od załamań do chwil radości.
Po
Po 29 dniach po Chinach pora na parę refleksji. Przejechaliśmy 3400 km . Jestem w kawiarence internetowej W Hami na jedwabnym szlaku. Do Turfanu zostało 410 km.
Hami to miasteczko w którym pewny sławny mnich buddyjski o mało nie umarł z braku wody, zaś Marco Polo bardzo chwali to miejsce!!!!!!!!!!!!!!, bowiem miejscowi oprócz gościny użyczali wędrowcom również swoich zon. Były dni , nawet dzisiaj że chciałem rzucić rowerem do rowu i pieprzyc to wszystko. Od rana wiatr z przodu, pod górkę i albo upal albo deszcz. Jazdę w takie dni nazywałem - spacerem farmera - od konkurencji siłowej - specjalizacji Pudziana w przenoszeniu ciężarów. Tylko ten spacer farmera trwał przez cały dzień, masakra. U nas góry to 30km i koniec tutaj 300km i dalej nie wiadomo kiedy się skończy. Miało być z górki ale górki się nie kończą, jak sie zaczną to trwają trzy dni. Ale były i dni ze 100 km jechało się z wiatrem zupełny lajt, na konie cztery piwka i opalanie się. Pogoda jest szalenie zmienna , nawet w ciągu dnia.
Standardowy chińczyk, ma spodnie z garnituru i koszule polo. Skórzany pasek z ozdobną klamrą, do tego przywieszony pęk kluczy i etui z komórką. Nie znają aparatu fotograficznego, dlatego ciężko nam o wspólne zdjęcia, również zegarek na rękę to duża nowość dla nich. Oczywiście nie w miastach , mowie o terenach gdzie przebywamy.Gdy nas widza prawie zawsze zaczynają rozmawiać, wydaje się dla podkreślenia swojego statusu. Spluniecie poprzedza potężne charkniecie, siusiają gdzie popadnie nie mówiąc o tym drugim. Podczas jedzenia wciągają pokarm jak odkurzać i potężnie mlaszczą. Siorbanie bardzo mi odpowiada , demonstruje że też tak umiem, wzbudzając powszechny zachwyt. Podczas jedzenie, jesteśmy główną atrakcją młodych matek, które demonstrują swoim małym jak wygląda obcokrajowiec. Czasami siedzą trzy i przyglądają się. Mamy parę zdjęć z małymi dziećmi, na pamiątkę. Skończyła się żyzna kraina , jechaliśmy 600 km przez pustynie, wokół żywego ducha. Z woda tez cienko, dziwnie namioty dosyć fajnie rozbija sie na kamieniach. Przed nami następna pustynia, jestem pełen obaw bo jest gorąco. Góry znacznie mi odpowiadają bo są bardziej zaludnione. Co będzie to będzie. Na razie jest super. Szkol;y maja co najmniej 4 piętrowe. Jak sie zdarzy że przejeżdżamy prawie w porze końca lekcji nagle znajdujemy się w gronie 5 tysięcy !!! rowerów. Za nami i przednimi nieustające HELLO!.
Powoli ten wąż rozpływa się do mijanych wiosek, niezapomniany widok. Edek miał 2 kolejne gumy tak ze w sumie 10 i ma już wprawę, po za tym rowery na medal. Tylko siły mnie opuszczają i będziemy musieli odpocząć w Turfanie. Zdrowie i apetyt dopisuje. Jemy wszędzie gdzie widzimy pałeczki na stolikach. Dalej jednak nie wiemy co zamawiamy, czysta loteria. Czasami jest pycha, czasami fatalnie. Ale ogólnie żarcie maja ostre , nawet zacząłem jest czosnek i spijać te ostre zupy, żołądek już przyzwyczajony. Drogi maja dobre, prawie wszędzie asfalt. jeżeli Waldek to czyta to melduje ze ścigałem sie z jednym traktorem i oczywiście wygrałem. Są zawzięcie w rywalizacji ale na krótkie dystanse. Ściągałem się i nie dałem zdanych szans chyba ze 4 i z jedną ciężarówką z górki, zademonstrowaliśmy swoją prędkość chociaż nie chciał popuścić.
Pozdrawiam wszystkich trzymajcie za nas kciuki. Chiny to piękny kraj ale strasznie górzysty.
Źyj przygodo
Zwiedziliśmy wschodnia warownię chińskiego muru, piękny buddyjski klasztor ze wszystkimi bóstwami oraz świątynie 39m lezącego Buddy.
square_SSCN2288.jpg

Wysłane przez qvejt56 12:31 AM Kategoria Bicycle | Chiny

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUponRedditDel.icio.usIloho

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint