Zhangye
2500 na liczniku
22.05.2008
21 °C
Po opuszczeniu Xi an ruszyliśmy dalej. Edek zakupił nowe opony bo stare nie nadawały się do niczego. Przed nami ostre góry.
Pogoda średnia nie za gorąco.
Zhangye to miasto gdzie Marco Polo spędził ponad rok. Mam godzinę za 2 Y, czyli 78 groszyw internetowej kafejce
Dzięki uprzejmości spotkanych studentów trafiłem do kawiarenki internetowej.
Ale po kolei. początkowo było płasko aż dostaliśmy się w kleszcze gór. Po lewej i prawej niekończące się pasmo. Jadąc drugi dzień można się nabawić klaustrofobii. Nie będę poprawiał błędów bo nie mam czasu więc nawet nie czytam jak pisze. Podczas przejeżdżania tego pasma , poprzecinanego koleją i autostradą, dostaliśmy się do 50 km korka. Nie bardzo było jak jechać więc jechaliśmy środkiem, pomiędzy ciężarówkami. Okazało się że było usypisko kamienia w 2 miejscach i droga zablokowana. Potem przyszła kolej na kolejne góry, tym razem już poważniejsze. W sumie przejechaliśmy trzy pasma - 2000 , 3023 2611 - to nasze szczytowe wysokości. Wczoraj na przykład cały czas pod górę- przewyższenie na 100 km 900m , deszcz i wiatr w oczy - masakra. Zmęczeni śpimy na wysokości 2600m - w nocy zero stopni !!!- ubrany w trzy pary spodni i cztery bluzy niestety zmarzłem. Za to dzisiaj wspaniała pogoda.
Kiedyś na trasie zaskoczył nas deszcz więc schroniliśmy się na stacji benzynowej. I tu obserwacja jak Chińczycy kupują paliwo. Otóż każdy podjeżdża z dowolnej strony , jak pszczoły do ula , tworzy się ogromny korek i wielki galimatias. Stacja ma 8 dystrybutorów a wszyscy kupują w jednym.
Teraz o jedzeniu.
Po początkowych niepowodzeniach, obfitujących wizytami w krzakach, postanowiliśmy lepiej sie odżywiać. Obecnie idzie nam to coraz lepiej . Wszystkie bary i knajpy nasze. W jednej zamówiliśmy nawet kociołek szefa, co wzbudziłó ( za 58 |) ogólny aplauz i zdjęcie z kucharzem. Obecnie jak widzimy na stole pałeczki to wchodzimy. Całkiem nieźle mi idzie jedzenie pałeczkami. Nie wiadomo co zamawiamy - pokazujemy palcem coś przynoszą. Najlepsze że za każdym razem coś innego więc smakujemy wszystkie specjały.
Opuściliśmy wstrętną cywilizację i teraz jesteśmy na prawdziwym Jedwabnym Szlaku. Spokój, cudowne widoki gór otaczających nas ze wszystkich stron.
Jesteśmy w dobrych humorach, czasami sie kłócimy ale jakoś idzie.
Gdybym jechał z podobnym do mnie nie zrobil bym polowy tej trasy. Edek ciągnie do przodu jak dobrze naoliwiona maszyna. Ostatnio kaszlał i myślałem że zwolni, ale nic z tego. Po morderczym etapie 120 km pod górę z przewyższeniem prawie kilometra stwierdził ze etap był lajtowy i puls miał na około 105 - ja opadłem do namiotu i tylko piwo mnie ratowało.
Pozdrawiam wszystkich. Jest super . Teraz mamy z górki aż do depresji więc zupełny lajt.
Chińczycy pracują siedem dni w tygodniu , sklepy sa otwarte od piątej rano. Nie ma zdanych problemów z zakupami, posiłkami . Jest pełno owoców. Wszędzie nas oglądają i przyglądają się rowerom . Maja dobra czekoladę, piwo, udka paczkowane i koloczki. Więc jest się czym odżywiać. Nie ma chleba. Sę tylko słodkie bułki, więc jem kruczka ze słodką bułka i jest mi z tym dobrze. Zdjęć robię kupę ale tym razem nie dam bo jestem na sali pełnej ludzi.
Jesteśmy zdrowi i cali i suniemy do przodu.
Żyj przygodo !!!!!!!!!








Keep pushing !!!
Moi znajomi czytają bloga,znajomi mamy, duzo ludzi o was wie i mysli.
Powodzenia
Łukasz Basia Ela Malgosia
24.05.2008 przez poooc